Początek rozgrywki jest dość standardowy, przynajmniej jak na nasze grono. Nikt nie przejmuje się wyścigiem, a zamiast tego dokupujemy dodatkowe łodzie i zbieramy lepsze karty z postaciami. W końcu rozpoczynam spływ, a reszta rusza za mną. Tylko Marta pozostaje jeszcze przez kilka tur w Sant Louis pozostając w tyle czego nie uda jej się nadrobić już do końca gry. Wyprzedzamy się na zmianę choć najbardziej kłopotliwe okazują się zmiany w krajobrazie naniesione dodatkowymi żetonami. W ten sposób na pierwszym długim odcinku rzeki pojawiają się góry, a w dalszych odcinkach górskich pojawiają się dwie malutkie rzeki. W pewnym momencie docieram do mety jednak po rozbiciu obozowiska z powodu braku kart otrzymuję jeden punkt karny i nie mogę zakończyć. Z powodu całej ręki kart nie mogę zakończyć też w kolejnej rundzie, ale wykorzystuje to Mariusz, który mnie wyprzedza i kończy jako zwycięzca. Zabrakło mi jednej rundy by również wygrać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz